|
No i kiedy już po siedmiu godzinach katowania zerwałem trzecią strunę w Yamaszce, odłożyłem gitarę, otarłem pot z czoła i...
...sięgnąłem po Ibaneza.
CYTAT:
> > Zgrabnie napisane.
> > no tak, zafascynowanie Pilchem ;)
>
> Myśl ma nawet nie otarła się o współczesną polską prozę, oko me nawet
> nie zawiesiło się na "Mieście utrapienia". A jednak napisałam tak, że od
> razu skojarzyłeś to z Pilchem... Hmmm...
Najbardziej mnie ciekawi: "Hmmm". Te trzy kropki po tym wyrazie wywołują u
mnie wręcz chęć nieodpartą, by wydrzeć białej przestrzeni dalszą treść. To
"Hmm" jednocześnie tak spokojne i osadzone w swej wymowie, zarazem
niepokojące, drażniące, wydawałoby się - zaczepne "Hmm" osoby, ktora
zaczepić chce, umie i nie boi się tego zrobić. To "Hmm" staje się wyzwaniem,
próbą, której trza podołac. Szukam, gdzie jest ten numer...gorączkowo
przeglądam strony, pliki..bezduszny automat więzi wszelkie ludzkie
ekspresje..w tym archiwum - wiadomosci, numery GG, wszystko. Dobieram się do
nich, rwę na strzępy, szukam namiarów na autorkę "Hmm" nieszczęsnego, ktore
zburzyło mój porzadek, które ze mnie zakpiło niczym w twarz rzucony smiech.
Ciągle wie lepiej, wie kim jestem, co robię, gdzie się znajde i kim sie
stane, kiedy butelka bedzie już pusta. "Hmm" jak obietnica i "hmm" jak
odrzucenie. "hmm or not to hmm", i'll give a bit of "hmm" to you...strzepy
urwanych zdań, ktore nie tlumacza, czemu ta szczatkowa onomatopeja
zadzialala wlasnie w ten sposob. Nie mogą tlumaczyć. Hmm jest ponadwerbalne,
dotykam jego tylko przez barwę Jej głosu. Który wyraza...hmm...wlasnie..
Chyba nic, bo co moze wyrażać "hmm" na papierze, "hmm" na ekranie, gdzie
cały kontekst miesci się w strunach głosowych drżących pod wpływem
hmmowania? Przecież hmm pisane nie moze miec racji bytu, to hmm
nieuzasadnione, hmm bezsensowne, hmm, wydarte ze swego pierwotnego
znaczenia. Szukam wiec numeru, szukam telefonu, musisz mi powiedziec gdzie
ukryłaś sens "hmm". I czy warto czekać czy trzeba odejsc - to bede wiedziec
dopiero w wypadku, gdy "hmm" dojdzie do mnie osobiscie. I przyjdzie taki
dzien, gdy sie dowiem, siąde i uswiadomie sobie, ze wiem juz o co chodziło.
I wtedy bedę mógł z czystym sumieniem powiedzieć, że mam wszystko w hmm.
grafomanskiwieczor.drA
--
Zaczerpnięto z:
http://www.uczucia.com.pl/staticpages/index.php?page=archpost&id_article=109139&grp_id=6
MG.
Poszło do kosza, bo za ostre było.
- Jeden trefl.
- Treflóweczka? Hmm... Dwa pik.
- Trzy kier.
- Trzy pik.
- Pas.
- Pas.
- Pas.
- Hehehehe.
Późna godzina popołudniowa. Jestem w swoim pokoju. Rozsiadam się wygodnie na łóżku, drapię po brodzie, wpatrując się w okno. Mija parę chwil. Zamykam oczy.
Co widzę?
Sekundkę... widzę las... piasek... boisko? Tak. Rozbiegane dzieci. Sutanna? Tak, to musi być sutanna.
Łyk kawy.
Sutanna i krzyż. Płomień świecy, jezioro i niebieskie kąpielówki. Czuję w środku złość. Rodzi się bunt, niemoc, bezsilność. Później był samochód, podróż, inne miejsce.
Łyk kawy.
Duży namiot, gitary, perkusja. Jeszcze większy krzyż. Drzewa, pałacyk. Piwo. Znowu sutanny. Czy ich popieprzyło, znowu te sutanny? Złość i bunt. Ale zaraz... chwilę później kojące uczucie pokoju. Harmonia. Uśmiech. Tak, trwaj chwilo, trwaj.
Łyk kawy.
Dworzec, autobus, kierowca PKS. Noc i jazz. Coś niesamowitego. Góry, brydż, piwo. Radość. NIESAMOWITA RADOŚĆ. Lecz to nie koniec... schronisko. Jacyś ludzie ze Szczecina. Brydż, grzaniec. Kolejne schronisko. Deszcz. Mokre buty, jagody. "Pachnie tak mocno siano, kwiaty się gną od motyli". Znowu schronisko - gitara, śpiew, wódka. Przemoknięty namiot. Później słońce, śmiech, pasztety i budynie z proszku. Trwaj chwilo, trwaj. A co to? Znowu dworzec i autobus? Tak szybko!?...
Łyk kawy.
Dworzec, autobus, PKS. Wieża Piastowska. Dym papierosowy, cygara. Kawa. Wódka. "Produkują wódkę. Tak dużo, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo wódki". Filmy i kanapki. Grill, piwo. Coś dużo tego alkoholu...
Łyk kawy.
Dom kultury w Grodkowie. Co ja tu robię? Ach, tak, ludzie, koncerty. "Hell yeah!". Twoja stara śmierdzi naftaliną. Piwo, piwo, piwo, no i poza tym dla odmiany - piwo. Flaki, pizza i pierogi. Ziołomistrz? Zioło? Co ja tu robię?! Ach, tak, ludzie, koncerty. Piwo, piwo. Koncert! "Hell yeah!". Nic, naprawdę nic nie pomoże, jeśli twoja stara śmierdzi naftaliną.
Łyk kawy.
Pierwszy niepewny krok na łódce. Rolowanie foka, rufa, grot, knagowanie, buchtowanie, klarowanie, zlewanie, cumowanie. Achterpik, forluk, bajdewind. Dzizus kurwa ja pierdolę. Zaraz, zaraz - co jeszcze widzę? Krzyżyk. Znowuż?! Czerwony kostium kąpielowy. Przełknięcie śliny. Znowu kostium. Krem Nivea, rum, wódka, piwo. Przepraszam, czy to państwo prowadzą klub anonimowych alkoholików? Joanna D'arc ;-). Poniemieckie fortyfikacje - bunkry, śluza. Ach... polar, śpiwory i dziura. Miękka koja. Najśliczniejsze oczy pod słońcem.
Łyk kawy.
Tak... człowieku, uwaga, to będzie do ciebie: wyciągnij dłoń po szczęśćie. Tak, tylko tyle. Po prostu wyciągnij dłoń i otwórz oczy na świat. Naprawdę nie trzeba daleko szukać. Wszystko jest w zasięgu ręki. Wyciągnij po prostu dłoń.
np. Bob Marley - Jammin'
Ktos zostawil do ciebie liscik:
"Dzis jest pierwszy dzien z reszty twojego zycia...
...chyba ze jest to dzien twojej smierci."
Milego dnia zatem.
|